niedziela, 31 grudnia 2017

Gwiazdkowe Vianoce - Vianočná Gwiazdka

To już moje siódme święta z M., dacie wiarę? Siódme polsko-słowackie święta, z czego 4 razy byliśmy na Słowacji, 3 razy w Polsce, 3 razy obchodziliśmy święta trochę bardziej słowackie, 4 razy trochę bardziej polskie (tak, tak, to nie pomyłka, pamiętacie? :)). Na obchodzenie świąt w Polsce czekałam aż 4 lata, od 2013 roku. Długo. Tegoroczne święta były dla mnie prawdziwie magiczne. Wszystko odkrywałam jakby na nowo, wszystko budziło mój zachwyt, nawet koszmarny, ulewny deszcz, siekący na wszystkie strony w towarzystwie dzikiego sztormowego wiatru, gdy szłam z rodziną na Pasterkę, nie zdołał mnie zniechęcić. Nie spodziewałam się, że tak te święta przeżyję. Nawet pisząc te słowa, czuję, że moje oczy robią się podejrzanie szkliste.

Kto z Was zagląda czasem na fejsbukową stronę Słowackiego Galimatiasu, ten wie, że przyjazd do Polski stanął w pewnym momencie pod znakiem zapytania. Nagle w połowie grudnia MN. złapała anginę. A 3 dni później ospę. Wiedzieliśmy, że prawie na 100% ospa czeka też DJ. A jakie żniwo zbierze angina, pozostawało pytaniem otwartym. Mieliśmy 1,5 tygodnia, żeby pierwsza fala chorób minęła. Udało się nam trochę podleczyć i 21 grudnia przyjechaliśmy do Polski.

Poczułam ulgę, szczęście, ale… nie tylko. Bo te wszystkie zawirowania zdrowotne przypomniały mi o niepokoju, który budzi we mnie przyszłość. Niepokoju, związanym z godzeniem polskiej i słowackiej rzeczywistości. Niepokoju, jak będzie z naszymi podróżami, jak je pogodzić ze szkołą, jak je pogodzić z jakimkolwiek zapuszczaniem korzeni w jakimkolwiek miejscu.

Im dłużej jesteśmy z M. małżeństwem, tym bardziej dociera do mnie, jak trudne jest nasze wspólne życie.

Przeżywanie takich wydarzeń, jak święta Bożego Narodzenia, w innej tradycji i kulturze dla mnie wcale nie jest proste. Wiecie, mój dziadek w ostatnich latach życia ciężko chorował, jego pamięć niszczył Alzheimer. I w czasie, gdy już nawet nie poznawał swoich bliskich, 2 rzeczy pamiętał doskonale – słowa modlitwy Ojcze nasz i teksty kolęd. Mocno tkwi mi w głowie obraz kolędującego z nami resztkami sił dziadka, gdy zasiadam raz do polskiego, a raz do słowackiego wigilijnego stołu. Wszystkie te symbole świąteczne, które tak dobrze znam z mojego dzieciństwa, a których nie ma na Słowacji, nabierają zupełnie innego znaczenia, nabierają większej głębi. Czuję, jak mocno jestem wrośnięta w polską tradycję.

Ale żeby nie było tak pesymistycznie :)...

Te święta pokazały mi też, jak wyjątkowe jest nasze wspólne życie. Każdego dnia pracujemy na to, żeby tworzyć z dwóch różnych rzeczywistości jedną wspólną. Każdego dnia pracujemy na to, żeby nasze dzieci wychowywały się w spójnym otoczeniu, przekonane, że to wszystko, w czym żyją, jest absolutnie normalne i fajne, choć trochę inne od tego, co zna większość ich kolegów. Widzę, ile już razem wypracowaliśmy wspólnych tradycji, jak sama swobodnie odnajduję się w tym polsko-słowackim sosie. Urzeka mnie, jak cudowni są nasi bliscy, którzy sami z siebie domagają się np. śpiewania kolęd w innym języku i próbują je śpiewać z nami (za rok muszę w końcu przygotować porządny polsko-słowacki śpiewnik! :)), i pytają, pytają, pytają. Chcą zrozumieć, chcą poznać, chcą jakoś zbliżyć się do naszej rzeczywistości. Mamy ogromne szczęście, mając tak wielkie wsparcie. I mamy ogromne szczęście, mając siebie. Z naszą Vianočną Gwiazdką i z Gwiazdkowymi Vianocami, z karpiem z warzywami i pstrągiem w galarecie albo smażonym dorszem z sałatką ziemniaczaną, z barszczem albo kapuśniakiem na śmietanie, z Gwiazdorem czy Jezuskiem przynoszącymi prezenty, z opłatkiem do składania życzeń i tym opłatkowym sandwichem z miodem i czosnkiem :)… Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.

I gdy tak o tym wszystkim myślę, odczuwam jakoś mniej tego niepokoju :). Co z tego, że DJ. ma ospę, co z tego, że ja mam anginę, co z tego, że M. ledwo mówi i jedna MN. jest w miarę zdrowa. Przecież dalej mamy siebie. 2018 rok pewnie nie przyniesie mniej kłopotów i zmartwień, ale to nie ma znaczenia. Bo i tak będzie cudowny. Bo w naszym domu dalej będą rozbrzmiewały polskie i słowackie rozmowy, polskie i słowackie piski dzieci. Będziemy czytać polskie i słowackie książki, oglądać polskie i słowackie filmy. W oknie niejeden raz zawiśnie polska i słowacka flaga, przy stole będzie toczył się niejeden polski i słowacki spór. Przed oczami kilka razy mignie polski i słowacki słupek graniczny, a licznik samochodu przekręci się o kilka kolejnych tysięcy kilometrów. To jest nasze bogactwo. To jest nasze polsko-słowackie życie.




To sú už moje siedme sviatky s M., je to vôbec možné? Siedme poľsko-slovenské sviatky z čoho štyrikrát sme boli na Slovensku, trikrát v Poľsku, trikrát sme slávili viac slovenské sviatky a štyrikrát viac poľské (áno, áno, to nie je chyba, pamätáte sa? :)). Na slávenie sviatkov v Poľsku som čakala až 4 roky, od roku 2013. Dlho. Tohoročné sviatky boli pre mňa skutočne zázračné. Všetko som akoby nanovo odkrývala, všetko vo mne vyvolávalo úžas, dokonca ani otrasný lejak šibúci v spoločnosti búrkového vetra na všetky strany počas cesty s rodinou na polnočnú ma neznechutil. Nečakala som, že tie sviatky budem tak prežívať. Dokonca aj pri písaní týchto slov cítim, ako sa mi oči podozrivo zahmlievajú.

Tí z Vás, ktorí sa občas dostanú na fejsbukovú stránku blogu vedia, že vo veci nášho príjazdu do Poľska sa v istom momente objavili otázniky. MN. náhle v polovici decembra dostala angínu. A o tri dni nato kiahne. Vedeli sme skoro na 100%, že kiahne čakajú aj DJ. A čo prinesie angína, to bolo otázne. Mali sme 1,5 týždňa na to, aby sa prvá vlna chorôb prevalila. Podarilo sa nám trochu zlepšiť zdravotný stav a 21.12. sme prišli do Poľska.

Uľavilo mi, pocítila som šťastie, ale nielen to. Pretože tie všetky kotrmelce so zdravím mi opäť priviedli na myseľ nepokoj, ktorý vo mne vzbudzuje budúcnosť. Nepokoj spojený s ladením poľskej a slovenskej reality. Nepokoj súvisiaci s našim cestovaním, ako to s ním bude v spojení so školou detí, so zapúšťaním koreňov kdekoľvek.

Čím dlhšie sme s M. spolu, tým viac si uvedomujem, aký náročný je náš spoločný život.

Prežívanie takých udalostí ako sú Vianoce v súlade s inou tradíciou a kultúrou pre mňa vôbec nie je také ľahké. Viete, môj starý otec bol v posledných rokoch života veľmi chorý, jeho pamäť zničila Alzheimerova choroba. A keď už nepoznal ani svojich najbližších, pamätal si veľmi dobre ešte dve veci: slová modlitby Otče náš a texty poľských kolied. Mám v pamäti ukotvený obraz starého otca ako s nami z posledných síl spieva koledy vždy, keď si sadám k poľskému či slovenskému vianočnému stolu. Všetky tie sviatočné symboly, ktoré tak dobre poznám z detstva a ktoré na Slovensku nemáme, naberajú celkom iný význam a väčšiu hĺbku. Cítim, ako som silno zakorenená v poľskej tradícii. 

Ale aby to nebolo také pesimistické :)...

Tie sviatky mi tiež ukázali, aký výnimočný je náš spoločný život. Každý deň pracujeme na tom, aby sme z dvoch realít vytvorili jednu spoločnú. Každý deň pracujeme na tom, aby sme naše deti vychovávali v celistvom prostredí, aby boli presvedčené o tom, že to všetko, v čom žijú, je úplne normálne a dobré, hoci možno trochu iné od toho, čo pozná väčšina ich kamarátov. Vidím, koľko sme už spolu vytvorili spoločných tradícií, ako sa sama dobre cítim v tej poľsko-slovenskej omáčke. Je úžasné, akí sú naši blízki, ktorí sami od seba chcú spievať koledy v tom druhom jazyku (o rok musím konečne pripraviť poriadny poľsko-slovenský spevník! :)), a pýtajú sa, pýtajú a pýtajú. Chcú pochopiť, chcú spoznať, chcú sa priblížiť nášmu prežívaniu. Máme veľké šťastie, že dostávame takú podporu. A máme veľké šťastie, že máme seba. S našou Vianočnou Gwiazdkou a Gwiazdkovymi Vianocami, s kaprom v zelenine a pstruhom v aspiku alebo smaženou treskou so zemiakovým šalátom, s barščom alebo kapustnicou na smotane, s Gwiazdorom či Ježiškom, ktorí prinášajú darčeky, s oplátkou na vzájomné vinšovanie alebo oplátkou s medom a cesnakom :)... Mohla by som toho ešte viac napísať...

A keď tak o tom všetkom premýšľam, cítim akosi menej toho nepokoja :). Čo z toho, že DJ. má kiahne, čo z toho, že ja mám angínu, čo z toho, že M. ledva hovorí a iba MN. je viac-menej zdravá. Stále máme jeden druhého. Rok 2018 iste neprinesie menej problémov a starostí, ale to nie jen dôležité. Lebo aj tak bude skvelý. Lebo u nás doma budú aj naďalej znieť poľské aj slovenské rozhovory, poľské i slovenské pišťanie detí. Budeme čítať poľské i slovenské knižky, pozerať poľské aj slovenské filmy. Na balkóne bude neraz visieť poľská aj slovenská vlajka, pri stole budeme rozoberať nejeden poľský a slovenský spor. Pred očami sa nám niekoľkokrát mihne poľský aj slovenský hraničný stĺp a na tachometre auta bude o niekoľko tisíc kilometrov viac. To je naše bohatstvo. To je náš poľsko-slovenský život. 

czwartek, 30 listopada 2017

Dowód tożsamości / Preukaz totožnosti

Kurczę, listopad to taki miesiąc, że albo nudzę o rodzinie (bo urodziny młodej), albo o patriotyzmie (bo święta 11 i 17 listopada). No ale znacie mnie – myślę o sobie: patriotka, uznaję patriotyzm za konkretną wartość i chcę to moje postrzeganie patriotyzmu przekazać jakoś moim dzieciom. Brzmi straszliwie konserwatywnie ;). A może nie?

Bo co to jest ten patriotyzm według mnie? Dla mnie to duma narodowa, świadomość mocnych i słabych stron własnego kraju, znajomość państwa pod kątem historii, języka, kultury, geografii, czy zwyczajów. Oczywiście nie wszystko na poziomie ultrazaawansowanym ;). Ale uwaga, uwaga – to nie poczucie bycia lepszym, bardziej wyjątkowym, mającym większe prawo do czegokolwiek. To po prostu świadomość swojej odrębności narodowej na tle innych nacji, poczucie tożsamości.

Jak to realizuję w praktyce? Lubię rozmawiać o swoim kraju, głosuję w wyborach, chętnie poznaję nowe miejsca (choć ostatnio o to dużo trudniej, przyznaję), czytam polską literaturę, promuję polskie produkty, serwuję polskie dania (albo zachęcam M., żeby ugotował coś polskiego, bo to on jest u nas mistrzem kuchni :D), dzielę się polskimi tradycjami ze słowacką rodziną, dbam o dobre imię mojego kraju (pamiętacie jeszcze tę akcję? :))…

A co przekazuję dzieciom? W święta narodowe wywieszamy flagi, zarówno polską, jak i słowacką, wyjaśniamy dzieciom tradycje, opowiadamy o dziejach naszych krajów. Zabieramy dzieci na wybory (bo nie mamy, co z nimi zrobić w tym czasie :P), zwiedzają z nami różne zakątki Polski i Słowacji, uczą się piosenek ludowych…

Lubię też patriotyzm odświętny, kolorowy, radosny. 11 listopada dziewczyny u nas w domu były w spódnicach, chłopaki w koszulach. MN. miała przypięty do bluzki kotylion z orzełkiem i urzekło mnie, jak na zakupach w jednej hali targowej poprosiła o przypięcie go do swetra, żeby było dobrze widać :). Ostatnio złapała też fazę na Mazurka Dąbrowskiego (to chyba przez babcię), więc śpiewałyśmy go w kółko i musiałam na bieżąco wyszukiwać w internecie szczegółowe informacje o wszystkich zasłużonych żołnierzach wymienionych w hymnie ;). Mnie to cieszy, bo z polskością nie musi się wiązać tylko martyrologia czy mesjanizm. Polskość może być wesoła, barwna, żywa. We wszystkim potrzebne jest zachowanie równowagi.

Mam też jednak świadomość, że sytuacja mojej rodziny jest specyficzna. My nie jesteśmy jednorodni. W naszych dzieciach spajają się dwie kultury, dwie narodowości. To jeszcze większe wyzwanie, jeszcze większa potrzeba wzajemnej otwartości, ale i dumy z tej swojej cząstki, przy wielkim szacunku dla drugiej strony. Ostatnio w rozmowie ze znajomą Polką, również mieszkającą na Słowacji, padło stwierdzenie, że Polacy bardzo mocno trzymają się swojej polskości i często wiąże się to z przekonaniem, że polskie równa się lepsze. Coś w tym jest. Bo w mojej sytuacji muszę zawsze wyważyć dwie równoważne racje, znaleźć pomost pomiędzy dwiema równie cennymi i wartościowymi kulturami i widzę, jakie to nieraz dla mnie trudne. A przecież niezbędne w moim polsko-słowackim życiu i tak po prostu – choćby z tego względu, że żyję za granicą.

Na koniec jeszcze jedna refleksja związana z tematem. W listopadzie pierwszy raz wyjechaliśmy gdzieś na weekend bez dzieci. Wielkie wydarzenie, ale nie o tym chcę tu teraz pisać ;). Polecieliśmy do Edynburga. To, co nas tam uderzyło, to mnogość polskich sklepów z napisami niemal wyłącznie w języku polskim. Nawet w wyniku różnych wydarzeń wylądowaliśmy jednego wieczora w polskiej restauracji, z menu w języku polskim, serwującej polskie dania, z polskimi pracownikami. Zaskoczyło nas to, a jednocześnie dało do myślenia i skłoniło do dłuższej dyskusji na temat patriotyzmu i dbania o swoją tożsamość narodową, przebywając za granicą. Czy z cząstki siebie trzeba zrezygnować? Jeśli nie, to jak inaczej zaakceptować tę nową kulturę, w której się znajdzie? Czy zostajemy czegoś pozbawieni, czy przeciwnie – ubogaceni?

Myślę, że umiem sobie odpowiedzieć na te pytania. Jednocześnie wiele różnych kwestii stale we mnie dojrzewa, staję przed nowymi trudnościami i muszę na nowo znajdywać w sobie rozwiązania. Nie chcę nikomu dawać moich odpowiedzi, ale wiem jedno – ważne, by mieć jasno określony kierunek, w jakim się zmierza. Wtedy jest szansa, że nie zgubimy po drodze siebie – i swojej tożsamości.

Nasi mali patrioci 11 listopada

Sklep polski w Edynburgu - na drzwiach odręczne napisy w języku polskim

Restauracja polska w Edynburgu


Ech, november je taký mesiac, v ktorom sa rozpisujem alebo o rodine (lebo malá má narodeniny) alebo o vlastenectve (lebo sú sviatky 11. a 17. novembra). No ale poznáte ma – vnímam sa takto: vlastenka, uznávam vlastenectvo za konkrétnu hodnotu a chcem to moje chápanie vlastenectva nejakým spôsobom odovzdať svojim deťom. Znie to strašne konzervatívne ;). Či nie?

Lebo čo to je to vlastenectvo podľa mňa? Podľa mňa je to národná hrdosť, vedomie o silných i slabých stránkach svojej krajiny, znalosť histórie, jazyka, kultúry, geografie či zvykov krajiny. Samozrejme, nie všetko na super pokročilej úrovni ;). Ale pozor, pozor – neznamená to, že sme lepší, výnimočnejší, že máme väčšie právo na čokoľvek. Je to jednoducho vedomie svojej národnej odlišnosti na pozadí iných národov, pocit identity.

Ako to u mňa vyzerá v praxi? Rada sa rozprávam o svojej krajine, zúčastňujem sa volieb, rada poznávam nové miesta (hoci v poslednej dobe je to ťažšie, priznávam), čítam poľskú literatúru, propagujem poľské produkty, pripravujem poľské jedlá (alebo povzbudzujem M. aby pripravil niečo poľské, lebo on je u nás šéfkuchár :D), šírim informácie o poľských tradíciách v slovenskej rodine, dbám na dobré meno svojej krajiny (pamätáte si ešte túto akciu? :))...

A čo odovzdávam deťom? Počas štátnych sviatkov máme na balkóne vyvesené vlajky, vysvetľujeme deťom tradície, rozprávame sa s nimi o dejinách našich krajín. Berieme deti na voľby (lebo s nimi v tom čase nemáme čo iné urobiť :P), ukazujeme im rôzne zákutia Poľska i Slovenska, učíme ich ľudové piesne...

Mám tiež rada sviatočné vlastenectvo, farebné, radostné. 11. novembra boli u nás dievčatá v sukniach, chlapci v košeliach. MN mala k blúzke pripnutú mašľu s orlom a očarila ma, keď na nákupe v jednej tržnici požiadala, aby som jej ju pripla na sveter, aby ju bolo dobre vidno :). V poslednej dobe má tiež obdobie na poľskú hymnu (asi kvôli starkej), tak sme ju spievali dokola a musela som priebežne na internete hľadať informácie o všetkých zaslúžilých vojakoch, ktorí sú v nej spomenutí ;). Mňa to teší, pretože s poľskosťou sa nemusí spájať len martyrológia či mesiášstvo. Poľskosť môže byť veselá, farebná, živá. Vo všetkom je potrebné zachovať rovnováhu.

Som si však tiež vedomá, že situácia mojej rodiny je špecifická. Nie sme rovnakí. V našich deťoch sa spájajú dve kultúry, dve národnosti. Znamená to ešte väčšiu výzvu, ešte väčšiu potrebu vzájomnej otvorenosti, ale tiež hrdosti z tej svojej čiastky, pri veľkom rešpekte voči druhej strane. Naposledy v rozhovore s mojou známou, Poľskou bývajúcou na Slovensku, padlo, že Poliaci sa veľmi silne držia svojej poľskosti a často sa to spája s presvedčením, že to poľské je lepšie. Niečo na tom je. Lebo v mojej situácii musím vždy vyvažovať dva rovnocenné pohľady, nachádzať prepojenia medzi dvomi rovnako hodnotnými a cennými kultúrami a vidím, že je to pre mňa neraz náročné. Je to však nevyhnutné v mojom poľsko-slovenskom živote a tiež tak vo všeobecnosti – hoci z toho dôvodu, že žijem v zahraničí.

Napokon ešte jedna úvaha spojená s touto témou. V novembri sme po prvý raz vycestovali na víkend bez detí. Veľká udalosť, ale nie o tom chcem teraz písať ;). Leteli sme do Edinburghu. Zaskočil nás tam veľký počet poľských obchodov s nápismi takmer výlučne po poľsky. Dokonca sme v dôsledku rôznych okolností skončili jeden večer v poľskej reštaurácii, s poľským menu, poľskými jedlami a poľskými pracovníkmi. Prekvapilo nás to a tiež podnietilo dlhší rozhovor o vlastenectve a starostlivosti o svoju národnú identitu aj za hranicou. Treba sa vzdať časti zo seba? Ak nie, ako inak prijať novú kultúru, v ktorej sa zrazu nachádzame? O niečo nás to ochudobňuje alebo, na druhej strane, niečím obohacuje?

Myslím, že dokážem v sebe nájsť odpovede na tie otázky. Avšak veľa rôznych záležitostí vo mne stále dozrieva, stojím pred novými ťažkosťami a musím v sebe nanovo hľadať riešenia. Nechcem nikomu podsúvať svoje odpovede, viem však jedno – je dôležité mať jasne určený smer, ktorým sa uberáme. Vtedy existuje nádej, že cestou nestratíme seba ani svoju identitu. 

wtorek, 31 października 2017

NIE pytaj o to emigranta / NEpýtaj sa na to emigranta

Emigracja to zdecydowanie niejednorodny temat. Moja bajka, bajka emigrantki społecznej, jest zupełnie inna niż bajka emigrantów ekonomicznych czy politycznych. Do tego dochodzi jeszcze kwestia czasu przebywania na emigracji, kierunku samej emigracji, czy stopnia zorganizowania w danym miejscu Polonii itd. itp. Temat rzeka. Jednak chyba każdy emigrant ma w swoim życiu zestaw żelaznych pytań/komentarzy, które słyszy z zatrważającą powtarzalnością, stwierdzeń-od-których-nie-da-się-uciec (brzmi groźnie? Ma tak brzmieć ;)). Nie zrozumcie mnie źle – zawsze staram się zakładać dobre intencje moich rozmówców (ok, uczciwie przyznaję, czasem ostro o to ze sobą walczę, ale walczę ;)). Nie ukrywam jednak, że w niektórych przypadkach zabrakło im empatii. Drodzy nieemigranci i niebędący w związkach z emigrantami, nie bójcie się, czytając ten tekst, nie wszystkie zawarte w nim przykłady za każdym razem drażnią i nie wszystkie w ten sam sposób ;). W gruncie rzeczy w większości przypadków wywołują u mnie tylko lekki uśmiech, może zabarwiony minimalną nutką ironii. Czasami jednak warto dwa razy się zastanowić, zanim wypowie się pewne stwierdzenia. Nie wszystkie kwestie nadają się na small-talk z emigrantem, warto wziąć to sobie do serca ;).

1. Gdzie jest lepiej?

To pytanie rządzi niepodzielnie wśród najczęściej zadawanych i najbardziej irytujących mnie czy M. pytań ;). No bo co się chce usłyszeć w odpowiedzi? Dla mnie? – w Polsce. Dla M.? – na Słowacji :D. Mówimy o sytuacji ekonomicznej, politycznej czy społecznej? Mówimy o sercu czy rozumie? Mówimy o naszym podejściu do emigracji czy szukamy jakiejś niemożliwej do zlokalizowania „obiektywnej prawdy”? No właśnie. To jest temat na długą dyskusję przy winie z najlepszym przyjacielem, a nie na krótką wymianę zdań z nowo poznanym człowiekiem.

2. Tęsknisz?

A jak myślisz? ;)

3. Chcesz wrócić do Polski? (w przypadku małżeństw dwunarodowych w zależności od tego, gdzie mieszkają: chcecie się wyprowadzić do swojego kraju/kraju współmałżonka?)

Czy na to pytanie można jakoś prosto odpowiedzieć? Zwykłe tak lub nie? Czasem pewnie można, ale czy to tak naprawdę wyczerpuje temat? Czy nie kryje się za tym całe mnóstwo przeróżnych okoliczności, niekoniecznie od nas zależnych? Czy wreszcie w przypadku dwunarodowych małżeństw jest to pytanie, na które można odpowiedzieć bez drugiej połówki? Mam poważne wątpliwości. Poza tym – co uświadomiła mi wczorajsza rozmowa ze znajomą na zbliżony temat – czy odpowiedź na to pytanie może być jedna przez całe życie i nie podlegać zmianie?

4. Jaki masz akcent!

To najbardziej przeze mnie znienawidzone stwierdzenie ;). Pół biedy, gdy ktoś to powie neutralnie, ale gdy ktoś to powie w stylu: „Haha, ale masz akcent, proszę, proszę, jak to śmiesznie brzmi”… nie chcecie wiedzieć, jakie myśli przechodzą mi przez głowę :D. Szczytem jest, gdy ktoś rzuca taki komentarz w kierunku mojego dwujęzycznego dziecka (dla mnie niesamowitego dziecka, które podziwiam za zasób słownictwa i zachwycającą umiejętność płynnego posługiwania się dwoma językami oraz swobodnego przełączania między nimi). Po pierwsze wierzcie mi lub nie – większość moich znajomych nie słyszy żadnego akcentu. Po drugie – na co dzień we własnym domu mówię WYŁĄCZNIE po polsku, niezależnie od tego, że przebywam na Słowacji. Po trzecie – gdy wracam do Polski po długim pobycie za granicą, zawsze przez kilka pierwszych dni mam w głowie najpierw słowackie słówka, ale ta dezorientacja szybko mija. Nie chcę tu nikogo przekonywać do tego, że nigdy nie włącza mi się obcy akcent. Oprócz różnych rzeczy w życiu jestem też muzykiem i to właśnie słuch muzyczny pomógł mi szybko opanować język słowacki, więc bardzo możliwe jest, że w naturalny sposób łapię melodię języka od mojego rozmówcy, w gruncie rzeczy uważam, że to cenna umiejętność. Tyle że takie komentarze odbieram w pewnym sensie jako jakieś podważenie mojej polskości, negowanie mojej troski o język ojczysty, oddalanie mnie od mojego kraju i swoistą ignorancję. Odbieram to tak emocjonalnie, bo na co dzień żyję za granicą i pielęgnowanie języka polskiego jest dla mnie bardzo, bardzo ważne. Jasne, że zdarza mi się poplątać czy zapomnieć jakieś słówko. Ale w takiej sytuacji oczekuję pomocy a nie wyśmiewania mnie.

Ufff, cztery krótkie przykłady, a tyle emocji :D. Ciekawa jestem, czy i wy spotkaliście się w swoim życiu na emigracji z podobnymi pytaniami. A może macie swój własny zestaw komentarzy? :) Dystans do siebie jest na pewno potrzebny, ale czasami ciężko go zachować, gdy ktoś dotyka tych najdelikatniejszych kwestii związanych z naszym życiem. Zdaję sobie sprawę, że trudno się wczuć w sytuację drugiego człowieka, której nie doświadczyliśmy na własnej skórze, a ciekawość jest cechą bardzo, bardzo ludzką. Różnimy się jednak stopniem wrażliwości i warto się czasem ugryźć w język. Mimo wszystko – nie przestawajmy ze sobą rozmawiać :).


Emigrácia rozhodne nie je jednoliata téma. Môj príbeh, príbeh sociálnej emigrantky je úplne iný ako príbehy ekonomických či politických emigrantov. Rolu tiež hrá otázka časového obdobia emigrácie, smeru emigrácie či stupňa, v akom je aktívna Polonia (spolok zahraničných Poliakov) na danom mieste. Široká téma. Každý emigrant má snáď vo svojom živote zoznam otázok/komentárov, ktoré počúva znepokojivo často, tvrdení-ktorým-sa-nedá-vyhnúť (znie to hrozivo? No môže ;)). Nepochopte ma nesprávne – vždy sa snažím predpokladať dobrý úmysel u ľudí, s ktorými sa rozprávam (ok, čestne sa priznávam, že niekedy s tým musím silne zápasiť, no ale zápasím ;)). Neukrývam však, že v niektorých prípadoch mi chýbala empatia. Drahí neemigranti a tí, ktorí nie ste vo vzťahoch s emigrantmi, nebojte sa pri čítaní tohto textu, nie všetky príklady z neho môžu podráždiť, a nie všetky rovnako ;). V zásade vo mne vo väčšine prípadov vyvolajú iba ľahký úsmev, možno prifarbený malou dávkou irónie. Niekedy však stojí za to dvakrát sa zamyslieť, kým niektoré veci povieme. Nie všetky otázky sú vhodným predmetom na small talk s emigrantom, to si treba rozhodne zapamätať ;).

1. Kde je lepšie?

Tá otázka je absolútnym vládcom medzi najčastejšie kladenými a najviac  znervózňujúcimi otázkami ;). Lebo aká by mala byť odpoveď? Pre mňa? V Poľsku. Pre M. na Slovensku :D. Hovoríme o ekonomike, politike či sociálnej situácii? Hovoríme o srdci či o rozume? Hovoríme o našom prístupe k emigrácii či hľadáme akúsi neidentifikovateľnú „objektívnu pravdu”? No práve. To je téma na dlhú diskusiu pri víne s najlepším priateľom a nie na krátky rozhovor s novým známym.

2. Je ti smutno?

A čo myslíš? ;)

3. Chceš sa vrátiť do Poľska? (v prípade dvojnárodových manželstiev v závislosti od toho, kde bývajú: chcete sa presťahovať do svojej krajiny/krajiny manžela?)

Možno na takúto otázku jednoducho odpovedať? Áno alebo nie? Niekedy možno aj áno, ale poskytuje to dostatočne dôkladnú odpoveď? Neskrýva sa za tým celé množstvo rôznych okolností, ktoré od nás nie vždy záležia? Napokon, ide v prípade dvojnárodových manželstiev o otázku, ktorú možno zodpovedať bez druhej polovičky? Vážne o tom pochybujem. Okrem toho - čo som si uvedomila pri včerajšom rozhovore so známou na podobnú tému – môže byť odpoveď na tú otázku iba jedna, a to nemenná počas celého života?

4. Aký máš prízvuk!

To je vyhlásenie, ktoré najviac neznášam ;). Nie je to ešte také zlé, keď to niekto povie neutrálne, ale keď to niekto zahlási v štýle, že „haha, ty máš ale prízvuk, ako to len smiešne znie”, nechcite vedieť, čo mi prechádza hlavou :D. Najhoršie je, keď niekto niečo také povie na adresu môjho dvojjazyčného dieťaťa (pre mňa neuveriteľného, pretože ho obdivujem za slovnú zásobu a úžasnú schopnosť plynule používať oba jazyky a bez problémov medzi nimi prepínať). Po prvé, verte mi to alebo nie, väčšina mojich známych nepočuje žiadny prízvuk. Po druhé, doma hovorím VÝLUČNE po poľsky, bez ohľadu na to, že bývam na Slovensku. Po tretie, keď sa vraciam do Poľska po dlhšom pobyte za hranicou, vždy mi v prvých dňoch prichádzajú na um najprv slovenské slovíčka, ale tá dezorientácia sa rýchlo vytráca. Nechcem nikoho presviedčať o tom, že sa mi nikdy nezapne cudzí prízvuk. Okrem iných vecí v živote som aj hudobníčka, a práve hudobný sluch mi pomohol pri rýchlejšom zvládnutí slovenčiny, takže je dosť možné, že úplne prirodzene preberám jazykovú melódiu osoby, s ktorou sa práve rozprávam, čo v zásade považujem za cennú schopnosť.  Lenže takéto komentáre rozumiem ako isté spochybnenie svojej poľskosti, negovanie mojej starostlivosti o materinský jazyk,  postavenie bariéry medzi mňa a moju krajinu a v istom zmysle ignoranciu. Vnímam to tak citlivo, pretože žijem svoj život za hranicou a starostlivosť o poľský jazyk je pre mňa veľmi, veľmi dôležitá. Jasné, že sa mi podarí občas niečo popliesť či zabudnúť nejaké slovíčko. Ale v takej situácii očakávam pomoc a nie posmech.

Ufff, štyri krátke príklady a toľko emócií :D. Som zvedavá, či ste sa tiež vo svojom živote emigrantov stretli s podobnými otázkami. Možno máte svoju vlastnú sadu komentárov? :) Odstup je naisto potrebný, ale niekedy je ťažké ho zachovať, najmä keď sa niekto dotýka tých najcitlivejších vecí spojených s našim životom. Uvedomujem si, že je náročné vcítiť sa do situácie druhého človeka, ktorú nepoznáme vo vlastnom živote, no a zvedavosť je veľmi, veľmi ľudská vlastnosť. Líšime sa však stupňom citlivosti a niekedy je dobré zahryznúť si do jazyka. Hlavne však – neprestaňme spolu rozprávať :).